Kapitalny mecz, prawdopodobnie najlepszy w tym sezonie rozegrały siatkarki AZS Gliwice. Nasze Akademiczki zdetronizowały dotychczasowe liderki, pokonując Wisłę Warszawa 3:2. Pięć setów może sugerować, że był to wyrównany pojedynek, ale w tym dniu zdecydowanie lepsze były gospodynie, a ich wygrana w pełni zasłużona.

Podopieczne doc. Krzysztofa Czapli przed tym meczem zajmowały przedostatnie miejsce w tabeli. Akademiczki przed starciem z liderkami postanowiły jednak sobie, że udowodnią, że zasługują  na wyższą lokatę i tak się stało.

Już od pierwszej piłki tego bardzo ciekawego  pojedynku gliwiczanki walczyły z liderkami jak równy z równym.  Po pięciu minutach gry był wynik – 6:6,  po 10 – 11:11, a po 15 – 17:17. Przy stanie 19:18 trener Wisły poprosił o czas. Pomogło to o tyle, że warszawianki objęły za chwilę prowadzenie, by go nie oddać już do końca.

Pechowa przegrana w pierwszej partii podziała na gospodynie jak czerwona płachta na byka. Już od początku drugiego seta gliwiczanki wyglądały tak, jakby to one prowadziły w tabeli. Podopieczne doc. Krzysztofa Czapli prowadziły od początku do końca tej części meczu. Pod koniec przewaga wynosiła aż 10 punktów, a skończyło się pogromem 25:13. W tej odsłonie siatkarkom z Gliwic wychodziło wszystko. Przyjęcie, rozegranie, blok, atak i także zagrywka.  Trener Wisły – Mirosław Zawieracz  tylko kręcił głową, nie mogąc uwierzyć w to, co działo się na parkiecie.

Trudno było liczyć, że tak doświadczona drużyna, mająca w swoim składzie byłe zawodniczki z Orlen Ligi da sobie spuścić łomot w kolejnej części tego bardzo ciekawego pojedynku. Na początku trzeciego seta przyjezdne objęły prowadzenie 1:2, ale potem znów świetnie grające gospodynie  systematycznie gromadziły punkty, powiększając przewagę. Było już 12:8 i wydawało się, że znów będzie efektowna wygrana. Czas wzięty przez trenera gości dał chwilę oddechu i potem nawet na tablicy pojawił się wynik 15:16 na korzyść Wisły. Wtedy szkoleniowiec AZS-u przerwał grę. To również dało efekt. Walczące z niesamowitą determinacją Akademiczki nie pozwoliły rywalkom odskoczyć na dwa punkty, a same zaczęły je zdobywać. Przy stanie 22:19 chyba wszyscy obecni w hali  wiedzieli już, ze tę partię także wygrają i tak się stało. 25:22 to przekonywujące zwycięstwo.

Czwarta część tego świetnego pojedynku zaczęła się od prowadzenia gospodyń. Warszawianki szybko jednak odrobiły stratę i przez chwilę nawet odskoczyły na trzy punkty, ale było to ich najwyższa przewaga. Akademiczki szybko odrobiły straty, a gdy spiker ogłosił 20 zdobyty punkt dla AZS, przy 18 Wisły, wydawało się, że zaraz ten mecz się skończy. I tu zabrakło zimnej krwi i wiary, że można „dobić” rywala. Tego seta bowiem wygrała Wisła 23:25.

Nie po raz pierwszy w tym sezonie w meczu naszych zawodniczek  o końcowym wyniku miał decydować tie-break. Na ten ostatni akt tego siatkarskiego spektaklu, gliwiczanki wyszły bardzo zmotywowane i skoncentrowane. W efekcie, zanim warszawianki zdążyły zorientować się, że jest to decydująca część tego meczu, przegrywały już 4:0, a to już jest spora przewaga jak na tie-break. Gdy Akademiczki doprowadziły do stanu 13:6 tylko jakiś kataklizm mógł sprawić, że  AZS przegra ten pojedynek. Przyjezdne jednak jeszcze powalczyły i w pewnym momencie zrobiło się nawet 14:11, ale po atomowym ataku Barbary Susek gliwiczanki  zakończyły ten  mecz, wygrywając 3:2.

Zwycięstwo to okazało się bezcenne, bo przy innych wynikach pozwoliło drużynie prowadzonej przez doc. Krzysztofa Czapli przesunąć się aż na 7. miejsce w tabeli.

KŚ AZS Pol. Śl. Gliwice  – Wisła Warszawa 3:2 (23:25, 25:13, 25:23, 23:25, 15:11)
AZS: Karolina Sowisz, Barbara Susek, Aleksandra Jurkojć, Małgorzata Sikora, Sandra Szychowska, Aleksandra Filip, Marta Szajer (libero)
Daria Anton, Klaudia Gajewska, Martyna Pietrek, Patrycja Ząbek, Anna Wrzeszcz, Katarzyna Bakuła
Trener: Krzysztof Czapla

źródło i foto: KŚ AZS Politechniki Śląskiej Gliwice

Dodaj komentarz

Please enter your comment!
Please enter your name here